czwartek, 9 lipca 2026
"Nerone" w Teatro Lirico di Cagliari
Dzieje gatunku nie znają chyba opery, która powstawałaby dłużej a i tak twórca pozostawił ją w stanie wysoce niekompletnym. Arrigo Boito pracował nad „Neronem” … 54 lata (1862-1918) a kiedy zmarł okazało się, że istnieje 5-aktowe libretto, wyciąg fortepianowy dla aktów 4 i szkic instrumentacji. Oczywiście w międzyczasie powstały dzieła, które na zawsze już wpisały nazwisko Boito w historię gatunku, i to na poczesnym miejscu. Zawdzięczał to głównie librettom napisanym dla Verdiego, ale jego własna opera „Mefistofele” przerwała próbę czasu i do dziś utrzymuje się w repertuarze. „Neron” nie miał tyle szczęścia, ale też i na to szczególnie nie zasługuje. Gdybyśmy jednak chociaż nie próbowali wyciągać z mroków zapomnienia ukrytych w nim skarbów do dziś nie pamiętalibyśmy o istnieniu wielu z nich, np. rzeczy napisanych przez niejakiego Vivaldiego. Warto poszukać i chociaż na chwilę wyciągnąć z niepamięci utwory nam nieznane, bo nawet jeśli nie okażą się diamentem w popiele mogą sprawić nieoczekiwaną przyjemność (nie tylko arcydziełami człowiek żyje) , albo przynajmniej spełnić rolę informacyjną. Z takim zamysłem zasiadłam do oglądania wydanej w końcu zeszłego roku rejestracji „Nerona” z Teatro Lirico di Cagliari wcześniej dowiadując się jak też wyglądały dzieje materiału pozostawionego przez Arrigo Boito. A było tak. Zajął się nim wydawca autora, Tito Ricordi powierzając go Arturo Toscaniniemu, któremu intensywna kariera nie pozwoliła na osobiste zajęcie się kolosalną pracą dokonania redakcji, uzupełnień oraz instrumentacji. Przekazał więc zadanie Antonio Smaregliii i Vincenzo Tomasiniemu, którzy poświęcili mu sporo czasu, bo około 7 lat. Trudno dziś określić jak się spisali, bo badania i spory w kwestii na ile byli wierni oryginalnym zapisom i założeniom Boita a na ile dali coś od siebie trwają. W każdym razie prapremiera odbyła się 1 maja 1924 w La Scali, wówczas najsławniejszym teatrze operowym na świecie pod równie sławną batutą Toscaniniego i w imponującej obsadzie. Rolę tytułową Boito początkowo pisał dla Francesca Tamagna, ale ten bardzo go wyprzedził w drodze do wieczności (odszedł w 1905). Zastępstwo zyskał bardzo godne w osobie Aureliano Pertile. Postać Asterii kreowała Rosa Raisa, gwiazda polsko-żydowskiego pochodzenia, która dwa lata później została pierwszą Turandot. Nawet w mniejszych rolach nazwiska wykonawców były niepoślednie – np. Tigellina śpiewał Ezio Pinza. Sukces premiery okazał się tyleż wielki i niewątpliwy, co krótkotrwały. Jeszcze w 1928 przebudowana Opera di Roma otworzyła „Neronem” swój pierwszy po długiej przerwie sezon, ale potem dzieło zniknęło z żelaznego repertuaru bardzo sporadycznie pojawiając się na scenie, głównie w wersji koncertowej. Po tych koncertach pozostawały czasem niełatwo dostępne nagrania, zawsze tylko fragmentaryczne. Pierwsze, jakie zdołałam wytropić pochodzi już z roku 1924, wydała je La Voce del Padrone na płycie 78-obrotowej (z min. Marcelem Journetem). Następne, z 1948 nagrano w La Scali, jak widać powracającej do czasem do „Nerona” za sprawą Toscaniniego, który prowadził i to wykonanie a śpiewali Cesare Siepi, Herva Nelli i Giulietta Simionato. Kolejne wyszły w 1957 (Cetra Live) i 1975 - pod Gianandreą Gavazzenim. Była jeszcze płyta dokumentująca wystawienie w Operze Praskiej. I wreszcie nadszedł rok 1981 i wydarzenie dla „Nerona” epokowe - ukazała się pierwsza pełna rejestracja dokonana przez Hungaroton, Z Janosem. B. Nagym i Iloną Tokody pod Eve Queler (która dyrygowała też koncertowym wykonaniem w Carnegie Hall z 12.04.1982). Pamiętam, że dawno, a raczej bardzo dawno temu miałam z tym nagraniem do czynienia ale niestety nie zostawiło w mojej pamięci żadnych śladów poza wrażeniem znudzenia. A dziś mamy do dyspozycji również 3 wersje video – pierwszą kiepską technicznie, bo z roku 1989 (Split) oraz dwie nowoczesne -z Bregencji (2021) i Cagliari (2024). Nie do końca ufam własnym, młodzieńczym odczuciom operowym, więc mówię „Neronowi” – sprawdzam. Niestety, młodzieńcze wspomnienie okazało się aktualne a opera dosyć nużąca. Nie ma w niej fragmentów, do których chciałoby się wrócić, muzyka brzmi jakoś tak obok słuchacza ani przez moment nie powodując chęci wejścia w swój świat chociaż trochę głębiej. Nie pomaga nadmiar postaci – wbrew tytułowi libretto nie skupia się na Neronie ale podąża za różnymi bohaterami porzucając ich po chwili na scenie i kierując uwagę ku innym. A Neron mógłby przecież być fascynujący jako postać opery seria nawet pozostając osobowością z czarnej legendy. Ona to przypisała szalonemu cesarzowi poza autentycznymi zbrodniami, które popełnił także te fantastyczne, jak np. pożar Rzymu. Produkcja Teatro Lirico di Cagliari, którą podpisał Fabio Ceresa też niekoniecznie jest tym, co mogłoby wesprzeć statyczne dzieło dynamizując je choć trochę. Wygląda tak, jakby reżyser nie potrafił się zdecydować na którym wątku chciałby się skupić ani nawet w jakich czasach osadzić mocniej akcję. Niby mamy antyk, ale z wyraźnymi elementami późniejszymi, co sprawia nieuchronne wrażenie chaosu, pogłębione jeszcze przez nieudane wstawki baletowe. Wszystko to razem nie powoduje we mnie chęci powrotu do tej opery mimo, że wykonawstwo muzyczne jest tu całkiem przyzwoite. Dyrygent Francesco Cillufo nieźle ogarnął trudny materiał, z którym przyszło mu pracować. Gruziński tenor Mikheil Sheshaberidze ma ma głos o niekoniecznie pięknej barwie, ale zdrowy i mocny. Z dwóch barytonów ciekawszy był Franco Vassallo jako Simon Mago, jak zazwyczaj może nie fascynujący, ale solidny. Weteran Roberto Frontali (Fanuel) spędził na scenie wiele lat i to słychać, zarówno w pozytywnym jak negatywnym sensie – głos momentami brzmi pięknie, ale jest już wyraźnie zmęczony i zdarza mu się popadać w drżenie. Valentina Boi (Asteria) chyba chce być sopranem dramatycznym, co nie bardzo się udaje i powoduje brzmienie niepotrzebnie ostre i napięte. Nie zawsze na szczęście. Deniz Uzun jako Rubria podobała mi się znacznie bardziej. Dysponuje miękkim, lirycznym mezzosopranem i jest jej śpiewie przydatna zrobił dla swojej niewdzięcznej postaci co mógł. w partii świetlistość. Obsadę udanie uzupełnia bas Dongho Kim jako Tigellino.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz