wtorek, 16 grudnia 2014

2014 w operze

Rankingi czynią mnie zawsze nieco bezradną, zwłaszcza wtedy, kiedy trzeba konkretnemu artyście, spektaklowi  lub zjawisku przyporządkować na swojej liście przebojów właściwy numerek. Zazwyczaj nie potrafię tego zrobić. Najłatwiej jest mi wtedy, kiedy pytanie dotyczy moich sympatii i antypatii, ale wtedy też miewam problem zasadniczy, bo jak tu zdecydować, czy wolę Rene Pape, czy Mariusza Kwietnia (na przykład). Ale, koniec roku się zbliża i, jak w 2013 postaram się przedstawić Państwu listę tego, co mi się w ciągu mijających 365 dni najbardziej podobało. Robię to już teraz, bo za chwilę przygotowania do Świąt, a potem ich przeżywanie spowodują, że będzie to ostania rzecz, o jakiej pomyślę. Powiedzmy sobie szczerze –  2014 nie był rokiem spektakularnym ani nawet dobrym. Zapewne dlatego znacznie prościej jest wymienić znakomite role niż spektakle. Jakoś nic mnie w tym czasie nie olśniło, nie stało się głębokim przeżyciem, które będę jeszcze długo wspominać. Zdarzyły się jednak przedstawienia godne bacznej uwagi, i te starałam się wypunktować. Oczywiście ogranicza mnie nie tylko własny gust, ale także fakt, że nie da się być wszędzie tam, gdzie warto, nawet we własnym kraju, a co tu mówić o świecie. Poza tym, mimo rozpasanych mediów     trzeba mieć świadomość, że promują one ciągle te same świątynie sztuki operowej i tych samych artystów – skąd mogę wiedzieć, czy np. w Wuppertalu lub Kłaju nie dzieje się coś ze wszech miar godnego uwagi? Czasem bywa jeszcze bardziej frustrująco – od miejscowych znajomych wiesz, iż w bydgoskiej Opera Nova warto bywać, ale mobilność człowieka pracującego stacjonarnie (taka robota) siłą rzeczy bywa taka sobie. Ludzka pamięć też działa po swojemu i czarna dziura pochłania czasem coś, o czym nie powinno się zapomnieć. Weźcie, proszę, to wszystko pod uwagę czytając tę listę’ A oto moje typy:
Spektakl roku:
-      „Agrippina” w warszawskich Łazienkach
-      „Salome” w Sztokholmie
-      „Ottone In villa” w Kopenhadze
-      „Au monde” w Brukseli  
-   „Hamlet” w Brukseli
-      „Hrabia Ory” w Lyonie
-   „Otello” w Londynie (ENO)
-   „Don Giovanni” w  Londynie  (ROH)

Koncert roku:
-      „Ariadna na Naxos“ w Filharmonii Narodowej

DVD roku:
-      „Written on skin”
-      „Don Giovanni” z ROH
-      „Hippolyte et Aricie” z Glyndebourne
-   „Orfeo ed Euridice” z zamku Krumlov

CD roku – recital, pieśń
-      „Winterreise“ – Jonas Kaufmann
-      „Stella di Napoli“ – Joyce DiDonato
-   Vienna 1709” – Hana Blažíková
-  „Portraits” – Dorothea Röschmann

CD roku – pełna opera
„Elektra“ – dyr. Christian Thielemann

Role roku
-      Lars Woldt  jako Baron Ochs w Glyndebourne
-      Kathryn Lewek jako Królowa Nocy w Aix
-      Venera Gimadieva jako Violetta i Michael Fabiano jako Alfredo w Glyndenbourne
-      Peter Mattei jako Wolfram w Berlinie
-      Christian Gerhaher jako Wolfram w Wiedniu
-      Mariusz Kwiecień jako Don Giovanni w ROH
-   Véronique Gens jako Donna Elvira , tamże
-   Ludovic Tézier jako Alfons XI w Tuluzie
-   Stephane Degout jako Hamlet w Brukseli


Dyrygent roku
-      Daniel Barrenboim (całokształt)

Rozczarowań sporo było w tym roku. Do największych należał występ Placido Domingo w salzburskim „Trubadurze” i płyta Anny Netrebko z pieśniami Straussa. Jedno i drugie – okropne. Rysują się jednak i nadzieje, które pokładam zwłaszcza w Marii Agreście i Francesco Melim. Fonograficzne wydarzenie roku określić stosunkowo łatwo – to wypuszczenie na rynek serii zremasterowanych pięknie, bezcennych nagrań Marii Callas.
W roku 2014 straciliśmy mnóstwo, wyjątkowo wielu wspaniałych artystów, śpiewaków, dyrygentów i muzyków. Można zaryzykować twierdzenie, że był to pod tym względem prawdziwie czarny rok. Nie będę wymieniać nazwisk w strachu, że chwilowe zaćmienie pamięciowe pozbawi listę kompletności – a to nie uchodzi. Sami wiecie.
Zarysowały się też fatalne tendencje obcinania dotacji instytucjom kulturalnym  (bo kultura jest przecież niepotrzebna, prawda?), nie tylko u nas, ale i w szerokim świecie. Ofiarą takiego postępowania władców regionów stała się właśnie jedna z najlepszych w kraju Opera Wrocławska. A  czy nowo otwarte wspaniałe gmachy będą rozbrzmiewać muzyką ? Oby kołdra nie okazała się jak zwykle za krótka.

Jeśli ktoś miałby ochotę podzielić się swoimi typami, przypomnieć mi coś, o czym zapomniałam – serdecznie zapraszam do wymiany opinii.






5 komentarzy:

  1. To był rok przede wszystkim muzycznych i okołomuzycznych pożegnań. Na szczęście zostają wspaniałe wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Papageno, nie wiem czy zapomniałaś (a może jednak nie jesteś przekonana..) o Annie Netrebko w salzburskim "Trubadurze". Dla mnie to była jedna z najlepszych ról mijającego roku.
    A co do obcinania dotacji zwłaszcza we Wrocławiu...Może, a raczej napewno, przyczyna tkwi w tym, że miasto jest bardzo zadłużone i generalnie we wrocławskiej kulturze dzieją się niefajne rzeczy pod względem finansowym. Prawdopodobnie wkrótce czekają nas interesujące doniesienia z Poznania...
    I ja się obawiam czy te piękne polskie sale koncertowe (NOSPR, Filharmonia Szczecin...) nie okażą się wkrótce pięknymi pomnikami dobrych intencji i płonnych nadziei. Bo najlepszy meneger (w Katowicach Joanna Wnuk Nazarowa, w Szczecinie Dorota Serwa) niewiele zdziała jeśli nie dostanie odpowiednich środków z dotacji i od sponsorów. Szczególnie intrygują mnie Katowice gdzie wybudowano ogromną salę koncertową, zrobiono olśniewający festiwal inauguracyjny, ale czy da się zapełnić cały sezon gwiazdami przyciągającymi ponad tysięczną publiczność. Z tym nawet problem w Berlinie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowa siedziba NOSPR jest wielka, wspaniała, ma fenomenalną akustykę, podobnie wspaniałe ale jeszcze większe będzie Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu (cały czas w budowie) - rzeczywiście "czy da się zapełnić..." ?

      Usuń
  3. Nie, to nie było celowe pominięcie. uważąm Leonorę za bodajże najlepszą rolę Netrebko .
    Z frekwencją we Wrocławiu jest jakoś dziwnie - Na Wratislavia Cantans sporo było wolnych miejsc, ale "Kawaler srebrnej róży: podobno wyprzedany do końca sezonu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zwłaszcza, iż nie bez podstaw mówi się że chętnych do bycia muzykami jest mniej więcej stała liczba, za to ilość słuchaczy zmniejsza się drastycznie.

    OdpowiedzUsuń