środa, 18 września 2013

Ostatni tenor? - Jonas Kaufmann i Verdi




Czy to już ostatni tenor, który może i powinien śpiewać późnego Verdiego? Skoro nawet Placido Domingo twierdzi, że dziś jedyny to  chyba coś jest na rzeczy? Przyznaję, że nie bardzo wierzę w ten katastroficzny scenariusz, ale rzeczywiście Jonas Kaufmann jest teraz na tenorowym Olimpie samotny i nie ma na nim konkurencji. Dlatego też jego płyta poświęcona w całości Verdiemu była tak bardzo oczekiwana i potrzebna. Wreszcie mam ją w rękach, przesłuchałam kilkakrotnie i … refleksje są mieszane. Nie zadowolą ani programowych krytyków techniki wokalnej Kaufmanna ani fanów kochających absolutnie wszystko, co śpiewa. Tyle ostrzeżenia, teraz ad rem. Nie będę się odnosić do wspominanej techniki, wiemy, że jest nieortodoksyjna i albo się ja akceptuje, albo nie. Mnie przyzwyczajenie się do „mechatego, gardłowego i nosowego” zabrało jakiś czas, ale gdy minął przestałam się nad tym zastanawiać przyjmując, że ten typ tak ma, po prostu, taki sposób wydobywania dźwięku służy jego głosowi i mogę tylko zaakceptować bądź odrzucić.

Uczyniwszy to pierwsze skupiłam się na tym , co dla Kaufmanna równie charakterystyczne, a dla mnie ważniejsze, czyli na interpretacji. Bo żeby nie dostrzegać, że każda materia muzyczna za jaką się zabiera jest u niego głęboko przemyślana, odczuta i bardzo własna trzeba doprawdy wykazać się złą wolą. Tyle, że nie zawsze czuję tak, jak on, co powoduje, że czasem „nie zachwyca”. A wręcz złości, jak początek albumu „Verdi”, który uważam za katastrofalny. Nie tylko dla tego, że głos Jonasa nabrał już takiego ciężaru, że do partii Księcia nie pasuje – szczególnie zaś do „La donna e mobile” . Chodzi – tak , o interpretację. Kaufmann śpiewa to ciężko, dramatycznie – jak by był Rigolettem. O ile można by to usprawiedliwić w „Ella mi …”, tu jest zwyczajnie chybione. Brak mi finezji, brak uśmiechu (nawet ironicznego) , brak dystansu. Pocieszam się tym, że do tej roli Jonas już raczej nie wróci. Zgodnie z kolejnością tytułów na płycie powinnam teraz ocenić „Celeste Aida”, ale nie lubię samej opery że szczególnym uwzględnieniem tej arii, więc nie zrobię tego. Za to „Bal maskowy” uwielbiam i po przesłuchaniu „Di tu se fedele” poczułam się znokautowana. To jedyny fragment , w którym w oczywisty sposób słyszę , czyich nagrań nasłuchał się Kaufmann. Nie przeszkadzało by mi to zresztą wcale, gdyby potrafił on, jak jego wielki poprzednik rozjaśnić brzmienie swego głosu, zaśpiewać lżej, słoneczniej. Na tym etapie akcji to konieczne. Nawet, jeżeli Riccardo przeczuwa już nadchodzący dramat i śpiewa „ku pokrzepieniu serc”  to przecież nie usłyszał jeszcze tragicznej przepowiedni Ulriki, przecież w tekście padają słowa „nell’anime nostre non entra terror”. Myślę, że Kaufmann w ogóle ma kłopot z poczuciem humoru (scenicznym, nie osobistym) i nie wróżę artystycznego sukcesu jego Riccardowi , tu potrzebne są (przynajmniej w pierwszym akcie) środki, których nie umie używać. Poza tym – to , obawiam się, już nie ten etap rozwoju głosu. Obym się myliła, bo wiem, że „Bal” ma w planach. "Forse la soglia attinse... Ma se m'è forza perderti" o wiele bardziej przypadło do mego serca, ale to już Riccardo ze świadomością utraty. Uff …. Koniec negatywów. Teraz już mogę w spokoju ducha się pozachwycać. Od tego momentu mamy na płycie Kaufmanna w olimpijskiej formie wokalnej – triumfalne, otwarte góry wcale nie szkodzą barytonowym możliwościom dolnego rejestru, głos Jonasa ciągle rośnie. Od niedawna wiemy już jak śpiewa Manrica i możemy jeszcze raz podziwiać melancholijne Ah! sì, ben mio” i triumfalną strettę z obiecanym w wywiadach wysokim C. Dalej jest fragment Luisy Miller ze specyficzną mieszanką buntu, złości, wyrzutu ze słodkim bólem, który Kaufmann umie wyrazić jak nikt. Aria Gabriela z „Simona Boccanegry” to jeden dwóch najwspanialszych „numerów” na tej płycie: wszystko jest – gniew, poczucie zdrady, miłość. Nigdy jeszcze nie słyszałam tego tak fantastycznie zaśpiewanego. Nawet przez bohaterów przeszłości. Don Carlo to rola, z którą Jonas zrósł się już na dobre i nie bez powodu. Na krążku mamy słynny duet przyjaźni , w którym protagoniście towarzyszy Franco Vassallo. Jest to bardzo porządny baryton, nieposiadający wprawdzie szczególnie uwodzicielskiej barwy głosu , ale precyzyjny i dysponujący właściwym wolumenem, nie musi więc cisnąć do oporu. Posa rozsądny i spokojny może stanowić równoważnik dla rozedrganego infanta, choć ja wolę nieco bardziej emocjonalnych markizów (no tak, czai się we mnie mały smuteczek, ze to nie Posa londyński, ale, cóż … nie można mieć wszystkiego). Arię z „Mocy przeznaczenia” znamy już w wykonaniu Kaufmanna z koncertów, podobnie jak bonus track – arię z „Macbetha”. Alvaro w jego interpretacji jest czule smutny, tak obolały, taki stęskniony za swoja Leonorą… Piękne. Obecność na płycie fragmentu „Zbójców” niezmiernie mnie ucieszyła , bo tu Jonas miał wreszcie okazję pokazać inne oblicze – to już nie jest zraniony koteczek z rzadka wystawiający pazurki,  to porykujący tygrys , któremu lepiej nie wchodzić w drogę. Bardzo mu w tym wcieleniu do twarzy. A gdyby ktoś wątpił w stały rozwój umiejętności artysty , powinien sobie posłuchać nagrania z roku bodajże 2005 , kiedy śpiewał w koncertowej wersji „Zbójców”. I tak dotarliśmy do „Otella” który stanowi godne zamknięcie recitalu. Bo przecież na Otella z prawdziwego zdarzenia czekamy, odkąd Domingo przestał tę rolę śpiewać. Nie wiem, czyim pomysłem było maksymalne zwolnienia tempa w obu monologach ( nie tylko tu zresztą) , kto zadecydował – dyrygent  Pier Giorgio Morandi czy gwiazda. Nieważne, grunt, że podziałało.  To zupełnie inny Maur niż ten w niezapomnianej interpretacji Dominga, może mniej namiętny a bardziej introwertyczny i refleksyjny.  Może też spokojniejszy, choć to wrzenie pod lodem. Troszeczkę mi brakowało tego ognia zwłaszcza w "Dio! mi potevi scagliar", który dla mnie jest najbardziej wstrząsającym monologiem Otella. Ale to taka koncepcja roli, która zresztą pewnie będzie dojrzewać i zmieniać się w miarę jej śpiewania. Trudno mi sobie wyobrazić, jaka walka o bilety rozegra się w 2016, kiedy to Kaufmann wykona swego pierwszego „Otella”
 w Monachium. I wiem teraz na pewno, że warto będzie walczyć. Choćby po , żeby usłyszeć to cudowne  ‘.. . il baccio..” pianissimo na koniec, na granicy słyszalności, już zaświatowe , ale jeszcze tu. 



82 komentarze:

  1. Dzięki Papageno za ciekawą i dogłębną analizę płyty, którą trochę zignorowałem (może mam już przesyt recitali płytowych...) w sklepie płytowym, a teraz żałuję.
    Szczególnie elektryzuje mnie perspektywa Otella. Z tego co piszesz kreacja Jonasa może być bliska interpretacji Vickersa, którą tak bardzo cenię. Nie za bardzo lubię Otella "z bebechami na wierzchu" - bardziej przekonuje mnie refleksyjny i pogubiony introwertyk. Trochę taki też jest Don Jose Kaufmanna - był to dla mnie pozytywny wstrząs, że można tak zinterpretować tę ograną, folderową już postać.
    Książę zdecydowanie nie jest ( i chyba nigdy nie był) dla Kaufmanna. Tutaj jednak prym wiedzie, mimo wszystko, pewien Włoch, którego Papagena nie lubi...
    "Bal maskowy", kto wie. Wiele będzie zależało on inscenizacji. Myślę, że tutaj Kaufmann może pokazać nowe aspekty postaci. Ja w niego wierzę :-) Robert.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też, ale to, co na płycie nie nastraja mnie optymistycznie. Chodzi wyłącznie o stronę muzyczną - głos jest naprawdę za ciężki do tej partii - bo wiem, że Kaufmann zagra dobrze. Co najmniej. A o którym Jose piszesz? Bo on tę rolę interpretował na kompletnie różne sposoby i Jose np. z Zurychu to nie ten sam facet, co z Londynu. A co do Księcia, jest jeszcze pewien Polak, za którym też nie szaleję, ale w ter roli akurat jest bardzo dobry (sprawdzałam własnousznie).

    OdpowiedzUsuń
  3. Chodzi mi o Josego londyńskiego...Z Zurichu nie znam. Beczałe słyszałem kiedyś w Berlinie w roli Księcia i jakoś wyszedłem bez wrażeń - fakt, sama inscenizacja Neuenfelsa była głupsza niż ustawa przewiduje. Ten sam pan Piotr, w tym samym Berlinie (choć na sąsiedniej scenie) bardzo mnie przekonał w "Balu maskowym".Robert.

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, jaka Ty jesteś szybka! (Zupełnie przeciwnie do mnie). Ja płyty jeszcze nie mam, empik deklarował datę wysyłki na 17.09, ale potem ją zmienił na 18. Na razie wieści brak. Jak tak dalej pójdzie, to do wyjazdu do Wiednia na recital Jonasa nie zdążę nawet powąchać tej płyty. Chociaż może to i dobrze, bo w związku z tym wyjazdem słucham zupełnie innego repertuaru i nie chciałabym się z tego "nastroju" wytrącać. A poza tym nie lubię pośpiechu, więc może zostawię sobie całą przyjemność na po powrocie?
    Ale generalnie cieszę się że nie jest źle (z Twoją oceną). Peanów się bynajmniej nie spodziewałam, znając Twoją niechęć do włoskiego repertuaru w wykonaniu Jonasa. Dobrze więc, że nie zaliczyłam takiego skoku ciśnienia jak po lekturze wczorajszych wpisów na Twoim blogu...
    Twierdzisz że płyta w niczyje gusta nie trafi w stu procentach - nawet fanów, którzy wszystko zniosą. A ja zewsząd czytam właściwie same zachwycone opinie tychże fanów, a nawet zdarzają się zachwycone opinie krytyków.

    OdpowiedzUsuń
  5. Donno, to małe nieporozumienie. Może nieprecyzyjnie się wyraziłam. Napisałam, że moje refleksje nie zadowolą nikogo, nie płyta. Nie oceniam (albo przynajmniej się staram nie oceniać) ludzkich gustów i nie dziwi mnie, że są inne niż moje ani tez nie oburza. Próbuje tylko być szczera w wyrażaniu własnych opinii,a, że z natury jestem dość emocjonalna, czasem one brzmią może nazbyt kategorycznie.Zachwytów nad płytą Jonasa się spodziewałam, tak jak i tego, że to raczej ja będę w mniejszości, jeśli coś się nie uda.
    A kiedy ten recital? I jaki program ? Spodziewam się relacji po powrocie. Bardzo lubię Kaufmanna w repertuarze pieśniarskim, moim równorzędnym faworytem jest w nim Gerhaher.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie, to jednak ja nie doczytałam - piszesz przecież "refleksje są mieszane, nie zadowolą"... To wszystko przez pośpiech, bo czytam "w przelocie".
    Recital jest w niedzielę, a program bardzo ciekawy - Wesendoncklieder Wagnera, Sonety Petrarki Liszta, Sonety Michelangelego Brittena oraz Die Burgschaft Schuberta (rodzaj sceny teatralnej w oparciu o balladę Schillera). Plus w sobotę Tristan w Operze. Strasznie się cieszę, bo uwielbiam jak on śpiewa pieśni co najmniej tak samo jak gdy śpiewa operę. I nie rozumiem dlaczego nikt tego nie nagrywa (poza Straussem i Młynarką) tylko trzeba się gimnastykować żeby cokolwiek z tych licznych już programów jego Liederabend gdzieś zdobyć.

    OdpowiedzUsuń
  7. No i koniec mojego cieszenia się. Jonas chory, recital przeniesiony na 1 maja. Jaka szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Donno droga, właśnie przeczytałam na FB, że recital Jonasa przeniesiony na 1 maja 2014. Ale Ty już to wiesz. Jaka szkoda dla Ciebie przede wszystkim, ale i dla nas, bo przecież skoro Ty jesteś, to jakbyśmy wszyscy byli w tej Musikverein. Jeśli masz sat3 to w sobotę o 22.35 jest film Jonas Kaufmann - Mein Verdi. To nie to samo, ale jeśli masz sat3, obejrzyj

      Usuń
  8. 3sat mam, od niedawna zresztą, więc film na pewno obejrzę. Ale mnie to nic nie pocieszy, długo będę boleć... Że jest chory, wiadomo było już od jakiegoś czasu, bo przeniósł na październik zaplanowany na ostatnią niedzielę "warsztat operowy" z publicznością w radiu. Ale łudziłam się, że mu się polepszy. Pogoda jednak jest fatalna, wiele osób choruje, ja sama chodzę już drugi tydzień połamana, ale bym się tam jakoś doczołgała. On nie może/nie powinien. Oby do Fanciulli zdążył (wyzdrowieć, nie doczołgać się ma się rozumieć).
    Już posłuchałaś Joanno albumu z Verdim? Empik dał plamę totalną - dotąd zawsze planowo, tym razem nawet brak odpowiedzi na reklamację, głucho!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi zaplanowali wysyłkę na 24, choć zamawiałam ze dwa tygodnie temu, oby byli realistyczni co do terminu.

      Usuń
    2. Do mnie się Merlin nawet nie odezwał w kwestii terminu. Tak to jest, jak sie ma tak niesłychaną fanaberię, żeby być melomanką...

      Usuń
  9. Drodzy tenoro-centryczni przyjaciele blogu Papageny! Proponuję Wam doznanie ekstremalne, w wyniku którego zawał jest więcej niż pewny - wycieczkę do Wiednia od 1 do 4 maja 2014!
    Zajrzałam właśnie na stronę Opery Wiedeńskiej, żeby zobaczyć co też tam grają w okolicach 1 maja - i o mało trupem nie padłam!
    Recital Jonasa jest 1 maja o 15.30, więc jeżeli będzie sie szybko uwijał i skończy po ósmym bisie to będzie szansa na dobiegnięcie na spektakl Nabucca z...Placidem w roli tytułowej! Wyobrażacie to sobie - obu w jednym dniu usłyszeć? Bo ja nie...
    Ale to nie koniec. Następnego dnia dają Fausta - z Panem Piotrem plus Anusią. Z kolei 3 maja jest Andrea Chenier z Johanem Bothą. Jakby ktoś czuł niedosyt, 4 maja ponownie Jonas śpiewa w Musikvereinie "Lieder eines fahrenden Gesellen"...
    Chyba mi się trochę humor poprawił!

    OdpowiedzUsuń
  10. Donno, kto wie, może mnie skusiłaś, ale jak to z biletami będzie, zobaczymy. W razie czego poproszę o porady w kwestii hotelu.Na "Fausta" się nie piszę. Nie przepadam za samym utworem a Beczałę lubię coraz mniej. Zaczęłam za namową Joanny zaglądąć Na FB ( nie mając konta nie mogę tylko komentować) i namolna lanserka na plecach Anny irytuje mnie corac bardziej.
    Z płytą to chyba jest tak: podejrzewam, że zamówiłaś "wypasioną" wersję za siedemdziesiąt parę złotych. A właśnie ona jest opóźniona w Polsce, czort wie dlaczego. Merlin przynajmniej pofatygował się mnie powiadomić i zapytać, czy czekam. Przyznaje się, że ja wcześniej złowiłam płytę w sieci, a na porządną,legalną wersję też oczekuję. Czy ona przypadkiem nie ma jako dodatku DVD z tym własnie filmem, który ma być w 3 Sat?
    Rozumiem w pełni Twoje rozczarowanie, Mariusz dwukrotnie odwołał "moje" spektakle "Don Carlo" - tyle, że się trochę pocieszałam Pape, Harteros i Jonasem, ale dla fana to nie to samo ... No, ale maj będziesz miała rewelacyjny! I oby to znów nie było jakieś długotrwałe paskudztwo jak 2 lata temu. Nie mam tej stacji, która 5.10 ma transmitować "Fanciullę", ale liczyłam na Przyjacół Moskali. Bo ja będę wtedy w kinie na EO. I znów większość owacji zgarnie piękna Ania i Beczała, bo tenor. Ech, los wielbicielki barytona ... No, trudno, oby był zdrów na ciele i duchu i zaśpiewał tak pięknie jak tylko potrafi. A Oniegina potrafi jak nikt.

    OdpowiedzUsuń
  11. Rzeczywiście, zamówiłam wersję płyty "deluxe", no bo jak tu sobie choćby jedną nutę zaśpiewaną przez niego od uszu odjąć? Z tego co wiem, ta wersja płyty ma tylko dodatkowo arię Makduffa, o filmie nic nie słyszałam.
    Tak, początek maja może być rewelacyjny (a Ty to wybrzdzalska jesteś, Fausta nie lubisz, Aidy i "Celeste" też...), zwłaszcza w połączeniu z bliskim mu początkiem kwietnia (Winterreise w Berlinie). Tyle tylko, że do tego czasu jeszcze cała wieczność! I oby nie jakieś paskudztwo, odpukać. Bo w związku z tym jeszcze jedna rzecz mnie martwi - na pewno też zauważyłaś, bo się nie da nie zauważyć, jak on strasznie schudł w tym roku. Początkowo myślałam, że do Parsifala, ale potem robił się jeszcze cieńszy. Że to z przemęczenia pracą, to bym nie powiedziała, bo w tym roku ma mniej występów niż w poprzednich latach, więcej też śpiewa w Monachium, więc jest w domu. Więc co?
    Ach, czy ci barytonowi i tenorowi gwiazdorzy mają chociaż ułamek bladego pojęcia jak my się o nich martwimy?...

    Ja też nie mam ORF-u, ale Fanciulli będzie można posłuchać 5.10. w radiu OE1 (zresztą w tym samym czasie też koncertu z Garancą na innej stacji), więc się niestety w tym dniu na Oniegina nie wybiorę. Ale Ty go na pewno zrecenzujesz i będzie prawie tak jak bym go widziała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem za wycieczką do Wiednia!
      Będę oglądać film z Jonasem. Zapowiedzi są bardzo nęcące.
      Donno, płyty Jonasa wysłuchałam już parę razy. Nie podoba mi się tylko La donna e mobile. Może to nie jest dobre określenie, bo przecież zaśpiewana jest ta aria perfekt, ale Kaufmann nie jest radosnym skowronkiem, a Książę z Rigoletta to jest człowiek bez zasad wprawdzie, ale jest w nim radość. Reszta płyty - cudo. I fascynację (a może i coś więcej) Domingiem słychać w niej bardzo wyraźnie. To jest następca Placido i życzę mu takiej długiej, pięknej kariery.
      Papageno - przestałą mnie straszyć okładka Netrebko! Zaczęła mnie fascynować. Pomyślałam, że ona chciałaby tak wyglądać. Niestety, znowu przytyła, więc młoda Tatiana będzie gruba. Skoro możesz oglądać zdjęcia na FB, pewnie widziałaś foty z wczorajszych urodzin Anny i skądinąd znajomego podczaszego wraz z małżonką. A swoją drogą, mieszkanie państwa Schrottów straszne!

      Usuń
  12. Zajrzałam zachęcona, drugi raz w życiu, na stronę Anny. Jest taka jak wydaje mi się być jej właścicielka - po hasłem: wszystko na sprzedaż. Ze zdjęciami własnego dziecka włącznie. Nic dziwnego, że lubiących takie podglądactwo są tysiące i dziesiątki tysięcy. A mi się cały czas wydawało i wydaje, że artysta śpiewak to trochę inny gatunek człowieka niż pospolity celebryta, co przejawia się również w stylu prowadzenia jego fejsbukowej strony. Ale naiwna jestem.
    Nie powiem, jakaś (baardzo mała, nie, bardzo mała) część mnie - ta babsko-plotkarsko-podglądacka - chciałaby zobaczyć zdjęcia np. dzieci Jonasa czy przyjęcia w jego domu. Ale ta pozostała część jest mu nieskończenie wdzięczna, że takiej możliwości nie ma. Klasa.

    Znalazłam na YT nagranie romanzy i stretty Manrica z verdiowskiego albumu. Na pierwszy rzut ucha romanza mi się bardziej podoba z wykonań monachijskich, a stretta bardziej z płyty. Nie mogę się doczekać arii z Luizy, Simona, Balu i Zbójców. Cieszę się, że Joannie płyta się podoba. Ten Książę naprawdę jest taki straszny? Przecież śpiewając pieśni on się posługuje tak różnorodnymi i złożonymi środkami wyrazowymi - w tym również mającymi wyrazić humor czy wesołość (np. po każdym wykonaniu "Ach weh mir ungluckhaftem Mann" Straussa publiczność na koncertach wybucha śmiechem), że trudno zrozumieć, dlaczego nie miałby ich zastosować tutaj, w prostej (wyrazowo) arii?

    OdpowiedzUsuń
  13. Jest możliwość kupienia w empiku albumu "na wagę" czyli na traki - 2,5zł. za sztukę. No i tak trzeba póki co zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  14. Może chciał schudnąć, ostatnio reżyserzy coraz chętniej go rozbierają. Ty to masz dobrze, Jonas jest dla swoich fanów znacznie hojniejszy, niż Mariusz ( z którego siłami duchowymi jest kiepsko - zaczynam się naprawdę bać). Strona FB Beczały jest równie kiepska, jak Anny, a może jeszcze gorsza.Tam tez są prywatne zdjęcia, bez potomstwa na szczęście. A Mariusz od FB trzyma się z daleka i też go za to lubię.
    Książe rzeczywiście jest kiepski. Wiem, że kiedy przesłuchasz to się z tym nie zgodzisz, ale jednak.I, mimo wszystko płyta wagnerowska jest w moich uszach zdecydowanie lepsza. Co tam, fantastyczna ona jest.
    Joanno, ja mam dużą tolerancję dla Anny , a jako osoba nieszczególnie szczupła wołam za jednym z Dywanowiczów p. Doroty "precz z antygrubizmem!". Tyle żarcików - poważnie to w kwestii Netrebko przyjęłam też, że "ten typ tak ma". Nie dostała w pakiecie z głosem i urodą dobrego smaku, to chyba jest dość prosta dziewczyna, ale mimo to wydaje się sympatyczna.Ubiera się przerażająco, Bóg z nią, oby ta jej Tatiana była dobrze zaśpiewana (w co głęboko wierzę)!Resztę zrobi Kwiecień - jeśli będzie w formie, to uwierzymy w trzecim akcie , że taka Tatiana jest najpiękniejszą kobietą świata.

    OdpowiedzUsuń
  15. Podoba mi się, że pan Mariusz stroni od FB, to znamionuje siłę charakteru... Jonas w tym zakresie robi minimum tego co musi. Szkoda że pan Piotr się do tego ekshibicjonistycznego nurtu podłączył. A może to jest wymóg zapisany w kontrakcie z agentem czy firmą płytową?

    Dzięki Papageno za propozycję linku, ale już kupiłam Jonasa "na sztuki", bo empik się w końcu odezwał po kolejnej interwencji, deklarując że w poniedziałek płytę wyśle. Czekaj tatka latka. Oczywiście że fizycznie też ją kupię, ale póki co trzeba w końcu czegoś posłuchać. Na razie mam sześć arii za sobą i muszę zrobić przerwę, bo reszty tam w środku nie zmieszczę... Czuję się jakby mnie lawina zasypała - głosu i wyrazu... Płytę wagnerowską oczywiście uwielbiam, ale tak silnie poruszona jak tymi verdiowskimi wykonaniami nie byłam (no może poza Lieder), chociaż samego Wagnera uważam za najgenialszego operowego twórcę i słucham w dużych ilościach. Wzusza mnie szczególnie Luiza i Otello. To jak i co ten Rodolfo wyśpiewuje w drugiej zwrotce i już do końca romanzy, jak zmiękcza głos, jaką osiąga barwę i za jej pomocą emocję, jest dla mnie nie do wyrażenia cudne. Zresztą cała reszta też mnie po prostu kolokwialnie mówiąc powala. Mogę się jedynie zgodzić z Papageną, że w "Di tu se fedele" mógłby być jaśniejszy i mniej poważny. Druga połowa ciągle przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zajrzałam na blog Joanny, a ta biedaczka, jak czytam, usiłuje wyrazić to co niewyrażalne. Znaczy pisze recenzję o powyższym albumie. Współczuć trudu czy zazdrościć odwagi?...

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja spróbowałam i ciekawa jestem, co napisze Joanna. Ale ja mogę, bo nie jestem, jak piszesz "tenorocentryczna". "Luiza" jest w moim odczuciu barokowa. Nie w sensie stylu oczywiście, tylko ta słodycz bólu mi właśnie z barokowmi lamentami (w najlepszych interpretacjach oczywiście) się kojarzy.Poza tym lubię w Kaufmannie tego wściekłego tygrysa, tego mocnego faceta, który nie rozpamiętuje, nie płacze, tylko się wścieka. Zapewne wyłazi ze mnie "barytonocentryczność", bo wszak baryton to zazwyczaj taki mężczyzna, przynajmniej w operze. W kwestii barytonów i Wagnera zaś - właśnie przeczytałam, że Dobber zadebiutował jako Kurwenal na świeżo wydanej płycie pod marką Glyndenbourne. Muszę go usłyszeć! I Wotana Koniecznego też. A FB z pewnością jakoś się wiąże z kontraktem, ale jak widać po JK każdy go wypełnia po swojemu. MK zaś wcale na kontraktach płytowych ani na mediach nie zależy, z tego co wiem. On jest prawdziwym zwierzęciem scenicznym, to kocha - a tak ogólnie śpiewać lubi średnio . Bardzo specyficzny i nietypowy charakter.A na koniec - podobno w 2018 panowie Kwiecień i Beczała spotkaja się w Chicago Lyric Opera w "Królu Rogerze". Górą nasi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą barokowością w "Luizie" to nie jest zły pomysł, bo egzaltacja uczuciowa z jaką śpiewa, skrajność rozpaczy i zapalczywość w recytatywie, a z drugiej strony obezwładniająca miękkość i słodycz smutku w arii każą myśleć o barokowej teorii afektów, na której się wyrazowość tej (barokowej) muzyki przecież opiera.
      Jak słusznie przewidywałaś, nie zgadzam się absolutnie z Twoją druzgocącą krytyką "La donna" - w ogóle nie widzę problemu, w ramach swoich aktualnych warunków głosowych robi wszystko co można żeby to był Książę, a że jest to na pewno jego Książe, który nie każdemu musi się spodobać, to inna sprawa (co do Twojego zarzutu ogólnego braku umiejętności wyrażania takich aspektów emocjonalnych roli jak humor, pogoda, dystans to przychodzi mi na myśl jego Rudolf, któremu tych walorów bynajmniej nie brakuje!)
      Wczoraj wygrzebałam się na chwilę spod tej wspomnianej wyżej lawiny żeby obejrzeć Otella z Salzburga (którego jednakże nie nadano!) i film "Mein Verdi". Rzecz bardzo sympatycznie i tak jakoś ciepło zrobiona, gdzie Jonas mówi m.in. o tej ogromnej swobodzie jaką śpiewakowi daje Verdi, u którego wszystko co najważniejsze znajduje się w linii wokalnej, orkiestra zaś za nią tylko podąża, stąd nieograniczone możliwości kształtowania przez śpiewaka każdego parametru wykonywanej partii.
      A tak na marginesie: zaskoczyła mnie spora ilość pokazanych w filmie fragmentów Don Carlosa z tego roku(!) z Monachium! Skoro mają te pokazane fragmenty, to mają zarejestrowaną pewnie i całość. Skąpcy, trzymają dla siebie! Niespodzianką było też dla mnie całe "Ah si ben mio", ale nie z internetowej transmisji tylko sfilmowane z premiery 27.06!
      Aha i jeszcze co do Dobbera, to przeczytałam recenzję Tristana z nim jako Kurwenalem na odkrytej niedawno przez Ciebie stronie Voix des Arts. Kultura piszącego tam pana jest naprawdę zdumiewająca i to jak potrafi pisać o niedoskonałościach czy nawet brakach w omawianych wykonaniach.
      A Tomasz Konieczny będzie do usłyszenia już 5.10. w Fanciulli z Wiednia, jak wiesz zapewne.

      Usuń
    2. Film pewnie za chwilę będzie w sieci i zprzyjemnością obejrzę. O Księcia nie ma co się spierać dużej - pozostaniemy przecież każda przy swoich odczuciach. W Monachium filmują wszystkie spektakle, zapewne w celach archiwalnych, udostępniają bardzo niewiele.Nikt nie wie czemu, przecież mogli by na tym nieźle zarobić.
      W ostatnim wywiadzie Dobber mówi, że jego ambicją jest zostać pierwszym Polakiem w Bayreuth. Przesłuchanie ma już załatwione, życzę mu spełnienia tego marzenia z całego serca. Niestety nie posłucham Fanciulli, bo jak wiesz będę wtedy oczami, uszami i całą duszą oraz ciałem w Teatrze Studio, z MK i resztą obsady "Oniegina". Oby ktoś Fanciullę nagrał (może Ty?) i udostępnił . Liczę trochę na zawsze czujnych Rosjan i zapis video. Mam nadzieję, że Kaufmann się wykuruje , ale jeśli nie (tfu, odpukuję) to Stemme i Konieczny też są warci posłuchania i zobaczenia.

      Usuń
    3. Cały film można obejrzeć na stronie 3sat

      http://www.3sat.de/mediathek/?mode=play&obj=38188

      Usuń
    4. Cały film można obejrzeć na stronie 3sat

      http://www.3sat.de/mediathek/?mode=play&obj=38188

      Usuń
  18. Owszem górą ale póki co przed nami 23-ci i premiera w Met.
    Ja cała w nerwach szukam u Ciebie pociechy a Ty Papageno "przestraszasz" ,że jednak z naszym MK nie jest za dobrze.Faktycznie niełatwo być jego fanką.
    Domyślam się,że znasz go osobiście i masz wieści z pierwszej ręki albo z drugiej conajmniej dlatego wiarygodne.Wspomniałaś kilka razy o jego problemach z psyche-mogę się tylko domyślać,że chodzi może o jakieś stany depresyjne? Oczywiście jak zawsze pozostaje mieć tylko nadzieję,że będzie dobrze a nawet świetnie.
    Jeżeli chodzi o Tatianę to mimo,że utyła Netrebko jest tak czy owak jego ulubioną partnerką na scenie, co nie raz w różnych produkcjach wyszło i jest -Netrebko!
    Jak przypomnę sobie te niektóre polskie Tatiany,które mu towarzyszyły w inscenizacji Znanieckiego to po prostu zgroza.W scenie finałowej zupełnie bez sensu [bo przecież on i tak był na kolanach] kazano Tatianie siedzieć na oparciu stylizowanej kanapki i od pierwszego momentu człowiek czekał kiedy pod tą masą ciała oparcie runie! Szczególnie w Poznaniu było koszmarnie a o głosie i interpretacji lepiej nie wspominać.I w tym wszystkim jak Mariusz zaczynał swój finał nie widziało się już niczego i tak jak napisałaś każda stawała się piękną i nieodżałowaną Tatianą.Tak to było i to jeszcze na żywo!
    Mam nadzieję,że dasz jak najszybciej cynk jak było w Met.Halina

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiesz, niestety nie wybieram się do Met, ale spróbuję zasięgnąć języka. Będę słuchać transmisji radiowej, myślę, że szykuje się dobry spektakl.Na zdjęciach z generalnej Netrebko rzeczywiście jest sporo, ale jakie to ma znaczenie wobec jej głosu. Poza tym, rzeczywiście ona i MK maja między sobą tak świetną chemię, że już 2 razy (w "Lucii" i "Don Pasquale") relacje ich bohaterów były zupełnie inne niż teoretycznie powinny.Teraz pierwszy raz są amantami, więc tym lepiej.A ogólnie, to ja z wielką życzliwoscią śledzę kariery wszystkich naszych internacjonałów i nawet, jeśli sama nie do końca akceptuję czyjś głos cieszę się z sukcesów. Zawsze!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ależ ja również! Nie sądziłam,że wybierasz się do Met,napisałabyś to wprost jak myślę.Natomiast liczę na przekazanie jakichś opinii zaraz po premierze.Jaka jest możliwość słuchania radiowej transmisji, przekaż proszę.Halina.

    OdpowiedzUsuń
  21. Proszę bardzo - musisz wejść na stronę Met, potem w zakładkę "Watch & Listen", następnie Listen Live. Transmisja zaczyna się o 18.30 (u nas to pewnie bedzie 0.30 , ale lepiej sprawdzić czas nowojorski), właściwa opera o 19. Oni sporo gadają, ale przed i w antraktach bywają ciekawe rozmowy,w tym niemal zawsze rozmowy z protagonistami.
    Zamierzam nagrać ten spektakl boczuję, że muzycznie może być wspaniały.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wielkie dzięki,spróbuję.Dotychczas tylko oglądałam wiele transmisji z Met i kilka razy słuchałam w Dwójce.
    Halina

    OdpowiedzUsuń
  23. Papagena nie bardzo lubi Aidę, a "Celeste" szczególnie - ja też, przyznam się. Jakoś tak Verdi tę partyturę tym razem napisał, że trudno mi dojrzeć za tymi koturnowymi postaciami prawdziwych ludzi (dlatego to będzie dobre zadanie dla Jonasa, który tak bardzo lubi w odtwarzanych postaciach "odnajdywać ludzi", kiedy nagra z Pappano całego Radamesa).
    "Celeste" to prawdziwy probierz sprawdzający umiejętności techniczne śpiewaka, bo nie za bardzo jest w tej arii "o czym" śpiewać, więc nie można się "schować" za interpretacją, za to trudności wokalnych jest dużo.
    I tu zafundowałam sobie (w celu poszerzenia horyzontów, ale też po prostu z ciekawości jak to wypadnie, bo dawno już nie słuchałam tej arii, czy w ogóle Aidy) sesję porównawczą z "Celeste" w rozmaitych wykonaniach, a wyniki okazały się dla mnie bardzo sympatyczne.
    O samej pierwszej frazie, złożonej z czterech tak samo ukształtowanych motywów (na słowach Celeste Aida/ forma divina/mistico serto/di luce e fior) można by cały rozdział napisać, ale powiem w skrócie co mi się podoba, żeby nie zanudzać. Jonas pięknie posługuje się nadużywanym zwykle do bólu środkiem jakim są portamenti, w wielu miejscach ich nie stosując, gdzie indziej zaś łącząc nimi motywy przez innych oddzielane. Druga rzecz - samogłoskom nadaje możliwie podobny kształt i barwę - szczególnie "a" na końcu każdego motywu po skoku do góry nie jest brzydko "rozdziawione" jak u większości panów, z największymi włącznie, ale miękko zaokrąglone. A trzecia rzecz, która uderza mnie w całej arii i zresztą na całej płycie, to pieczołowitość w realizacji oznaczeń dynamicznych, jakie zostały przez kompozytora zapisane w nutach. No a końcówka arii to już jest mistrzostwo świata. Całe "un trono vicino al sol" każe Verdi śpiewać w ppp i pp morendo. Ale nikt tego nie robi, jedynie nieliczni stosują owo morendo na końcu, a mistrzem tej "sztuczki" był do tej pory Wielki Franco. Z tym że jego morenda (diminuenda) nie dochodziły zwykle do bardzo cichego poziomu, ale za to były bardzo długo trzymane na średnim poziomie, co robiło wielki efekt, ale muzycznie nie było usprawiedliwione. A jak śpiewa to Jonas - trzeba się koniecznie przekonać samemu. W każdym razie bez jego doskonałej techniki wokalnej nie byłoby to możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  24. Jaka szkoda że nie znam francuskiego i nie mogę nic zrozumieć z entuzjastycznej recenzji płyty Jonasa w radiu France Musique - redaktor prowadzący rozmawia o niej aż z trzema krytykami (nadmienię że sami panowie).
    Za to bez znajomości francuskiego można poczytać (z tłumaczem) francuskie forum operowe, na które ostatnio trafiłam - ODB-Opera. Bardzo dużo się tu rozmawia, chociaż nie ma tak jak u Papageny czy na In fernem Land recenzji autora forum, wokół których rozwija się dyskusja. Dla przykładu - o premierze sezonu w Paryżu - opisywanej tutaj przez Roberta Łucji - jest pond 320 wpisów!
    Dla fanów Jonasa - jest tutaj osobny wątek jemu poświęcony.

    OdpowiedzUsuń
  25. No tak, zawsze mamy jakieś braki.Ja z francuskim daje sobie radę, chociaż akcent mam straszny. Za to niemiecki, niestety jest moją piętą achillesową.
    Forum chętnie poczytam. Zazdroszczę im tej pasji! U nas przecież dawno, dawno temu na "Trubadurze" dyskusje też bywały gorące. Wysłali Ci w końcu płytę Jonasa? Bo u mnie nadal cisza. Donno, czy pieśni lubisz tylko wtedy, kiedy on je wykonuje? Znalazłam fantastyczną propozycje płytową na koniec października - Art of the song - Chritian Gerhaher. 13 płyt za 170 do 180 zł. Chyba nie strzymam i kupię.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie ma co, w nocy trzeba spać a nie pisać, ale swoją drogą przydałoby się jakieś "popraw" do kliknięcia, poza "usuń", w sytuacji kiedy to poecie jakaś "rurza" wykwitnie spod pióra...
    Płyty nadal nie mam, empik ma "kłopoty z pozyskaniem produktu" i już nawet nie podał następnej daty realizacji zamówienia, którego jednak nie anulowałam, bo w Merlinie, gdzie też czekam, wysłać obiecują w poniedziałek i nie wiadomo jak to będzie. Ręce opadają.
    13 płyt z Gerhaherem jest do poważnego rozważenia, tylko muszę zobaczyć co on tam śpiewa. A pieśni słuchałam od zawsze, tj. od kiedy słuchałam w ogóle muzyki wokalnej. I co ciekawe - głównie w wykonaniu pań oraz... barytonów, bo tenorzy liryczni, którzy zwykle wykonują ten repertuar, wydawali mi się zawsze zbyt cienkogłosi. I co również ciekawe - nie w wykonaniach niemieckich "mistrzów", co zapewne jak najgorzej o mnie świadczy. Aż przyszedł Ten Niemiec i zrobił mi totalne przemeblowanie, detronizując nawet Jessye Norman w Wesendoncklieder, Margaret Price w Sonetach Liszta uasthoffa w Winterreise. Dobrze że za "Vier letzte Lieder" Straussa się jeszcze nie wziął, więc ten ostatni bastion kobiecego śpiewu jeszcze nie padł.
    A gdyby się ktoś poważnie wybrać chciał na recital 1 maja, to teraz jest najlepszy czas żeby kupić dobry bilet, bo są zwroty w związku z przesunięciem terminu. Znajoma kupiła sobie właśnie bilet w pierwszej loży przy scenie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  30. Donno, czytałam ten skasowany wpis, bo one przychodzą na mój adres mailowy.Dla mnie Gerhaher jest najlepszym współczesnym specjalistą od lieder . Wydaje mi się bardziej intelektualny niż emocjonalny, ale kiedy ktoś taki emocji dokłada, to już jest efekt niesamowity. Jonas to mój bliski nr. 2 - mam chyba wszystko co z tej dziedziny śpiewał, albo na płytach, albo w plikach.

    OdpowiedzUsuń
  31. Hi, hi: wczoraj empik miał wysłać, dziś empik twierdzi, że dostarczy 1 października. Jak nie, to pięknie dziękuję, będę akurat za granicą....
    Oh, może ten tenor się weźmie za "Vier letzte...", bo Wiesendonck lieder w jego wykonaniu są genialne, choć wszyscy bardzo się dziwili, że się tego podejmuje.

    OdpowiedzUsuń
  32. Powyżej ci niemieccy mistrzowie powinni być raczej bez cudzysłowu i może nawet z dużej litery, a Quasthoff zaczyna się od Q, więc przycisk "popraw" jednak by się przydał. Ponadto czy mi się tylko wydaje czy naprawdę okienko do wpisywania tekstu się znacząco zmniejszyło? Sorry że ja tak marudzę i wybrzydzam, ale stara i ślepa już jestem.

    Ten tenor to by się wziął najpierw do nagrywania tego co już zaśpiewał, bo słuchanie z pirackich lub w najlepszym wypadku z radiowych plików tego typu repertuaru nie licuje w ogóle z powagą sytuacji. Potrzeba dobrej jakości technicznej, nie wspominając o takim drobiazgu jak książeczka z tekstami pieśni. Decca jakoś nie widziała potrzeby postawienia przed nim kilku mikrofonów, a większość z tych recitali które kursują w plikach pod względem poziomu wykonawczego nadaje się na wprost na płyty, plus do tego dochodzi jeszcze fantastyczna atmosfera żywego kontaktu z publicznością, co takich artystów jak on bardzo "napędza".
    Gerhaher śpiewa rzeczywiście przepięknie - głos ciepły i miękki, wykonanie wycyzelowane, dykcja jak kryształ, ale momentami trochę...za nudno. Podpowiedz mi (żebym trochę zaoszczędziła na czasie poszukując), które z jego nagrań mają to turbodoładowanie emocjonalne?

    OdpowiedzUsuń
  33. Okienko sie zmniejszyło, rzeczywiście.
    Ja szczególnie lubie Gerhahera w Mahlerze, "Kindertotenlieder" śpiewał przejmująco. Także "Pieśń o ziemi" . "Młynarkę" nagrywał pewnie ze 4 razy i jedna jest szczególnie godna polecenia, ale ... nie pamiętam która (bo stara już jestem).Musze jeszcze poszukać (już z opery) "Wolnego strzelca" z Gerhaherem w roli Kacpra. On w czerwcu debiutował w Tuluzie jako Posa, ciekawa jestem go bardzo, ale chyba nikt tego nie nagrał. Szkoda. A w Tuluzie w tym sezonie zadebiutuje Michał Partyka (wróżyłam mu tu karierę i proszę - juz się zaczyna, a chłopak młody jest). jako ... Don Giovanni. Licencję mamy na te rolę , czy co?

    OdpowiedzUsuń
  34. Posłuchałam sobie Gerhahera na Yt w "Lieder eines fahrenden Gesellen" - wspaniale to śpiewa. W związku z tym już wiem jak ukarzę Jonasa za przełożenie koncertu - nasłucham się do maja Gerhahera, a potem każę mu doskoczyć do jego (Gerhahera) poziomu w tych pieśniach na koncercie 4.05. Bo Mahler to jeden z moich ulubieńców, więc musi być super zaśpiewany i zagrany.
    I jeszcze takie cudeńko wpadło mi w ucho - "Liebesbotschaft"Schumanna.
    A płyta z Verdim chyba jutro w końcu przyjdzie, empik twierdzi że jest w drodze do salonu. Oby.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  36. Biedny Jonas.... Ale Ty tu sobie żartujesz, a Mahler to sprawa poważna. Też należy do moich faworytów. Miałam nawet taki moment, że chciałam 12 paździenika jechać do Monachium, gdzie Gerhaher będzie śpiewał Lieder eines fahrenden Gesellen, ale to mi się raczej nie uda. Żałuję bardzo.
    Wyglada na to, że z Fanciullą bedzie OK i wszystko zgodnie z planem. Widziałaś pewnie pierwsze foty z prób. Szkoda, że nie ma na nich Koniecznego, ale Jonas z tą siwą szczeciną na twarzy wygląda nieoczekiwanie seksownie.

    OdpowiedzUsuń
  37. Jak to nieoczekiwanie?! Nieoczekiwanie to by było gdyby Nina Stemme wyglądała seksownie. A Konieczny jest na bodajże dwóch zdjęciach - na FB Wiener Staatsoper. I tak sobie patrząc na te zdjęcia z "Fanciulli" doszłam do wniosku, że ponieważ ten bandyta (Dick Johnson ma się rozumieć) pokrzyżował tak sromotnie mój misterny Plan A i mam z nim zbójeckie porachunki, to nie poddam się bez walki i prawdopodobnie uknuję Plan B...

    OdpowiedzUsuń
  38. Ze względu na tę siwą szczecinę nieoczekiwanie, bo to zazwyczaj uroku nie dodaje. Nina niech sobie wygląda jak chce i może, byle tylko zachowała głos. W końcu to jedyna współczesna Izolda . A co do planu B, sprawdzałam, bilety jeszcze są, ale ceny zaporowe, jak dla mnie. Nie byłam nigdy w WS, u nich tak zawsze? Ja, kiedy jadę w takie miejsce staram się mieć miejsce jak najlepsze , a to czasem są koszty przekraczajace możliwości wyrobnika "robiącego w kulturze. Gdyby TWój ploan B się zrealizował, daj znac kiedy jedziesz .

    OdpowiedzUsuń
  39. Lubię powtarzać znane porzekadło, że ładnemu we wszystkim ładnie - w tym wypadku nawet w siwej szczecinie.
    Wydawało mi się, że Fanciulla jest już dawno wyprzedana i co najwyżej można się wpisać na listę rezerwową. Zresztą jeżeli coś nawet i jeszcze wczoraj było, to bardzo drogie, a ja też jestem z w/w wyrobników. Dzisiaj nie ma już nic, pozostają więc wejściówki, które w Wiedniu nigdy mnie nie zawiodły, a słyszalność i widoczność są na parterowych miejscach stojących bardzo dobre. Też chciałabym mieć jak najlepsze miejsce, ale bilet za ponad 200 euro oznaczałby rzadsze wyjazdy - więc coś za coś. "Zaszaleć" można sobie za to na recitalu - pierwsze rzędy na jedyne 60-80 euro, (że nie wspomnę o innych korzyściach jak brak jakichkolwiek innych niepotrzebnie przeszkadzających solistów, zagłuszającej orkiestry czy reżyserii każącej się pytać o sens tego wszystkiego. Po prostu półtorej godziny czystego śpiewu - Tego śpiewu.
    A płytka już jest, zaczęłam od Makduffa i poczytania co ten piękniś z okładki ma do powiedzenia o wykonywanych ariach. Radames niespecjalnie go dotąd pociągał, bo nie tak złożony jak anty-bohater Carlos. Że tenorzy nie śpiewają w zakończeniu Celeste pp i morendo tłumaczy kompleksem maczo (dobry kolega, ja bym to wytłumaczyła bardziej prozaicznie - bo po prostu nie umieją tak zaśpiewać i tyle). Idealna kolejność debiutów byłaby: Carlos, Gustav, Alvaro, ale nie zawsze udaje się w takich kwestiach osiągnąć ideał. A najbardziej zaskoczyło mnie przyznanie się, że duet z Carlosa chciał początkowo zaśpiewać z samym sobą, ale uznał że byłoby to zbyt próżne. Skromniś.
    Jutro wieczorem na kanale Das Erste można będzie obejrzeć wywiad z Jonasem i Placidem. Ciekawe czy będzie to ten sam wywiad co wcześniej w Profilu, tylko z wizją, czy coś innego.

    OdpowiedzUsuń
  40. Zapomniałam dodać, że Makduff potwierdza moją tezę, że Jonas nie jest bynajmniej śpiewakiem (głosem) płytowym, jak twierdzą niektórzy i na koncercie śpiewa niejednokrotnie lepiej niż na płycie (pomijam tylko spóźnione wejście na początku arii w Londynie, ale cała reszta - ekstra!)

    OdpowiedzUsuń
  41. A trzeba było mistrza Placido zapytać, on by z pewnością doradził - nagrać ten duet właśnie tak! Sam niegdyś zagrał (i to z wizją) duet z "Cyrulika" występując jako Almaviva i Figaro, bardzo to było zabawne. Mam wrażenie, że Jonas został już Oficjalnym Dziedzicem Dominga i nawet nie szarpie się, żeby się z tego ubranka wyplątać. Pewnie jest na tyle inteligentny, że wie, iż z czasem wielka publika dostrzeże , iż jest jedynym i niepowtarzalnym Kaufmannem, nie zaś Domingo juniorem. Oraz fakt, że mimo wszystko taka rola to zaszczyt niebywały. Kilku próbowało, skończyło się fatalnie. W tym wypadku się nie skończy. Chociaż ta wieśc o duecie sugeruje , że za wiele lat finał kariery obu panów może bć podobny. To by było coś, Kaufmann jako baryton - czarny charakter. Lubię Jonasa w groźniej furii - a jako tenor okazję ma niezbyt często.

    OdpowiedzUsuń
  42. No widzisz, może się kiedyś doczekasz - Kaufmanna barytona, może w takiej postaci dostanie się do elitarnego grona Twoich ulubieńców? Ja bym jednak wolała zostać przy tenorze, chociaż gdyby zaczął śpiewać nawet sopranem koloraturowym to też by mi się pewnie podobało.
    Właśnie - Placido by się nie cykał czy to próżne czy nie próżne, po prostu by to zrobił. A mogłoby być ciekawie, bo Jonas wyraźnie zdominowuje tego Posę w wykonaniu F.Vassallo. Bez dwóch zdań - najlepszy duet tworzył z M.Kwietniem!
    Też sobie przy tej okazji zaraz pomyślałam o tym bardzo zabawnie zagranym i świetnie zaśpiewanym duecie Placida ze sobą samym z Cyrulika. Ach, to były czasy - dobry śpiewak mógł sobie nagrywać na kilogramy, teraz jest wielkie halo gdy wyda dwie płyty w roku.

    OdpowiedzUsuń
  43. To prawda, ale poniekąd ten duet MK zaszkodził...
    Domingo rzeczywiście się nie zastanawaiał "co ludzie powiedzą" i nie bawił w żadne rywalizacje. On zawsze chyba wiedział, ile jest wart, i to nie ma nic wspólnego z zarozumiałością.
    Aha, jeszcze jedno. Donno, czytałam oczywiście Twój komentarz u Joanny i to co napisałaś o "Otellu" Dominga mnie zasmuciło. Czy to dlatego, że nikt nie może być lepszy od Jonasa, czy chociażby mu dorównywać? Bo takie wrażenie odniosłam (jeśli się mylę, skoryguj) . Otello Dominga nie jest "teatralnie" dramatyczny czy impulsywny, on jest namiętny i pełen pasji wyrażanej wprost i to w każdym aspekcie życia! To jest właśnie taka postać w tekście. Dla mnie koncepcja roli rysująca się w tych dwóch monologach nagranych przez Kaufmanna jest ciekawa, ale nie do końca mnie przekonuje, choć słucha się tego wyśmienicie.Ale - poczekam na całość, bo dopiero wtedy będę mogła stwierdzić czy Jonas do mnie trafił, czy nie. Swoją drogą , ciekawa jestem kto stanie naprzeciwko niego jako Jago. Kilka dni temu Dima Hovorostovski debiutował w tej roli i podobno świetnie mu poszło. Pamiętam moskiewski koncert obu panów , kiedy to Dima zachowywał się wobe Jonasa protekcjonalnie, pewien, że to on jest gwiazdą. Ale wokalnie do siebie pasowali.

    OdpowiedzUsuń
  44. A co ja takiego napisałam o Otellu Dominga żebyś się miała smucić? Że jest "teatralny" czy "zewnętrznie emocjonalny" - to być może nie najszczęśliwsze określenia (zresztą odnosiły się do ogólnych różnic między śpiewem obu panów, nie do samego Otella tylko), bo trącące pewną nutą pejoratywności, którą Twoje czułe ucho zaraz wysłyszało. I w sumie słusznie wysłyszało, bo te dwa monologi Otella bardzo mi się w wykonaniu Jonasa spodobały, tak jak w ogóle podoba mi się jego typ ekspresji. Bardziej niż Placida. Te, jak piszesz, "namiętność i pasja wyrażana wprost" trochę mi w pewnym momencie przestały wystarczać, bo Jonas dołożył do nich tę swoją zupełnie nieziemską refleksyjność, uwewnętrznienie, trójwymiarowość, transcendencję wręcz momentami. No i zrobiło się zamieszanie (u mnie). Ale to jest przecież tylko moje subiektywne zdanie. Nie mam naprawdę nic przeciwko temu żeby inni byli równie dobrzy,lepsi czy najlepsi, żeby Placido był najlepszy, bronię tylko jego "artystycznej niezawisłości", w sytuacji gdy jest nadmiernie i niepotrzebnie moim zdaniem porównywany do kogoś - w tym wypadku przez Joannę do Placida.
    A zaskakującą pointą tej historii niech będzie dzisiejszy fragmencik wywiadu z oboma panami na kanale Das Erste. To był z pewnością urywek ze znanego wywiadu z Profilu (spotkanie odbyło się w salzburskim hotelu). Ależ mi się oczy śmiały gdy widziałam ich obu razem! No i Jonas był wyraźnie wzruszony komplementem Placida. Panowie, proszę o więcej, cały wywiad proszę na wizji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominga będę bronić jak niepodległości. Czy te dwie interpretacje nie mogą sobie istnieć obok siebie ? Dla mnie Otello introwertyczny jest zwyczajnie niezgodny z charakterem postaci. Aczkolwiek niezmiernie efektowny. Pan Kamiński uważa, że olśniewający ( co Cię pewnie ucieszy). Ale wiesz co? Jemu tez nie podoba się Książe.

      Usuń
    2. Ależ nie musisz bronić Placida i jak najbardziej obie interpretacje mogą sobie istnieć obok siebie i obok wielu innych (dobrych). Nie bardzo rozwinę teraz wątek, bo się sfrustrowałam tym co poniżej - ojej???...
      Proszę powiedz tylko szybko gdzie pan Kamiński uważa że olśniewający??

      Usuń
    3. W krótkim komentarzu na blogu Doroty Szwarcman (do posta "O Lutosławskim..). P. Kamiński , jak Ty jest fanem Jonasa, ale także Gerhahera, czemu również daje wyraz w tym komentarzu.Do Pani Kierowniczki lubię zaglądać, bo sie mnóstwo uczę o muzyce. Udzielam sie tam niezbyt często i tylko w sprawach operowych , występuję pod prawdziwym imieniem. Ale czujna PK i tak mnie rozpoznała.Po ... recenzji z monachijkiego "Don Carlo".

      Usuń
    4. Wielkie dzięki, zajrzałam do PKierowniczki i bardzo mnie cieszy, że Piotr Kamiński nie zmienił zdania o Jonasie. O nieba, niechby tylko ktoś nie nazywający się Piotr Kamiński spróbował powiedzieć, że monologi z Otella są olśniewające i że "już tutaj słychać, że Jon Vickers nareszcie doczekał się godnego następcy" - byłaby draka!
      Poprzednie wypowiedzi PK o Jonasie (m.in. też na blogu DSz) znam oczywiście, a ostatnia znana mi pochodziła ze stycznia b.r. - była to recenzja w Diapason z Lohengrina w La Scali - nazwał go tam "cudem".
      Dobre zdanie o drugim z "ulubionych artystów" - Gerhaherze i jego Posie też cieszy (ale nie pisze gdzie słuchał, był w Tuluzie?) I tu mnie zaraz zazdrość dźgnęła, że to niekonsekwentne i niesprawiedliwe, że tym razem posłuchał Carlosa, mimo że był śpiewany po włosku, co jak wiemy pan Piotr kontestuje, a Carlosa z Londynu z MK i JK z tego samego powodu powiedział że nie posłucha!
      A te trybunały to w radiu francuskim?

      Usuń
    5. Zapomniałam dodać, że ucieszyłam się też z tego, że P.Kamiński potwierdził moje przekonanie, że nie tropem Placida (ale nie żebym miała coś przeciwko!) ale Vickersa idzie Jonas w swoim Otellu. Zawsze słyszałam pewne podobieństwa w ich sposobie śpiewania. A najśmieszniejsze jest to, że nigdy nie przepadałam za Vickersem (poza Tristanem) i dopiero dzięki Jonasowi zaczął mi się podobać!

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Przypomnę nieskromnie, że ja też twierdziłam, iż tropy Dominga to nie w "Otellu". Stanowczo i kilkakrotnie, u Joanny i u siebie. Pan Piotr zas jest uroczo niekonsekwentny - "Carlo" z Tuluzy posłuchał, bo Gerhahera wielbi ,a z Londynu nie - bo Kwietnia tylko lubi. Zaś JK już te rolę śpiewał, więc nie przyciągnął PK.. Też żałuję, bo byłabym ciekawa, jak on odebrał Posę MK, ale trudno. Trybunały są u nas, w dwójce, w soboty. Czytałas recenzje z płyty Jonasa na "Opera Britannia'? Niezmiernie się zdziwiłam, bo recenzent napisał w dużej części to samo co ja, nie tylko w sprawie Księcia, ale też Riccarda. A, że wcale nie jestem tak pewna swego, jakby się niektórym zdawało lubię wiedzieć, że ktoś fachowy (w przeciwieństwie do mnie ) myśli podobnie. Taka moja słabość.

      Usuń
    8. Oczywiście pamiętam, że nie widziałaś tropów Placida w Otellu i tajemniczo sugerowałaś, że jakieś tropy słyszysz, tylko nie zdradziłaś jakie. Recenzję z Opera Britannia czytałam i owszem - uderzyło mnie podobieństwo oceny recenzenta z Twoimi opiniami, zwłaszcza co do "Di tu se fedele", bo o ile nad "La donna" właściwie każdy piszący wybrzydza, to już nad Riccardem nie każdy. Możesz więc być z siebie dumna ( i mówię to bez cienia ironii), że masz ucho jak fachowiec. Chociaż nie wiem czy tak do końca jest się z czego cieszyć, bo z tymi fachowcami to sama wiesz jak ostatnio jest - właściwie to oni nic nie słyszą i nic nie wiedzą i jeszcze bzdury głupiej gawiedzi wmawiają.
      Ta recenzja utkwiła mi w pamięci jeszcze i dlatego, że autor twierdzi, że chciałby usłyszeć jak Jonas śpiewa całą partię Rodolfa w Luizie, co mnie nieco zdziwiło, bo to młody chłopak i głos Jonasa wydawałby się do tej roli już za ciemny i za dramatyczny. Ciekawa jest też sugestia, że można by na płycie umieścić zamiast duetu z Posą scenę z Filipem ( oczami wyobraźni widzę już R.Pape) po śmierci Posy. No i jeszcze jakiś duet z sopranem - ja też pomyślałam od razu o duecie z Otella (z Harteros oczywiście). No ale kto z takich gwiazd zgodzi się na zaśpiewanie jednego numeru na cudzej płycie i napisanie swojego nazwiska drobnym drukiem?

      Obejrzałam właśnie relację z przygotowań do Fanciulli z wczorajszego programu ORF2 "Kulturmontag". Myślę że nieźle się zapowiada, reżyser nie jest wywrotowcem, ani szczególnym konserwatystą. Scenografia jest realistyczna, mało romantyczna, akcja rozgrywa się w obozie zbudowanym z brzydkich blaszanych kontenerów. Wszyscy są przy głosach, Nina w bordowej peruce, Jonas bez szczeciny, pomysłu reżysera na zakończenie oczywiście nie zdradzę.
      Na stronie SO można zawsze poczytać aktualne wydanie ich miesięcznika "Prolog", w którym ciekawe wywiady z trójką protagonistów i dyrygentem.

      Usuń
    9. Ależ zgadzają się. Pod warunkiem, że maja kontrakt z ta samą firmą. Domingo nie ma z tym najmniejszego problemu, pojawiał się tak już kilkakrotnie, ostatnio chyba u Pape na płycie "Wagner". "Lacrimosę" ja też bym chętnie usłyszała w nagraniu , ale koniecznie po włosku. Żeby p. Piotr nie wiem jak wyrzekał i agitował Verdiego wolę po włosku, wydaje mi się, że ten język z tą muzyka brzmi naturalniej.
      Ciekawa jestem swoją drogą co tez Jonas wybierze na następną płytę (szybko to nie będzie, obawiam się) - Pucciniego? Jeśli chodzi o tegosezonowe debiuty Kaufmanna, najbardziej mnie interesuje ten ostatni. Uwielbiam tenorową partię w "Manon Lescaut" , Domingo cudnie ją śpiewał. Tyle tam zróżnicowanych arii do wykonania . Placido był wspaniały zwłaszcza w najbardziej dramatycznej "Pazzo son".
      Ta relacja jest w sieci, obejrzę.

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    11. Coż,inteligentna,choć gorzka prawda zawsze boli.

      Usuń
    12. W relacji ATV o Fanciulli mowa jest, że Jonas jest "jeszcze nie przy głosie", ale dowiedziałam się, że ta próba była filmowana wcześniej niż ta, podczas której śpiewa "Chella mi creda". To o tyle dla mnie ważne, że wyjazd się kroi (nic nie będę mówić, żeby nie zapeszyć).
      Co do następnej płyty, to ja cały czas mam nadzieję, że pojawi się w końcu coś z pieśniami. Na Manon też będę czekać bardzo niecierpliwie, bo to mój ulubiony Puccini, a na cudnych nagraniach Placida tej opery się"wychowałam", ciekawe więc jak Jonas to zrobi.
      W Wiedniu 10.X. (czyli na urodziny Verdiego) jest gala, prowadzona przez Gattiego, w programie której uparcie nic więcej poza fragmentami instrumentalnymi i chóralnymi nie jest anonsowane. Czyżby miała się ona odbyć w ogóle bez solistów, czy to specjalnie jest zrobiona taka tajemnica z niespodzianką? Bo w tym czasie śpiewa tam w Aidzie i Carlosie kilku dobrych śpiewaków (Harteros, Borodina, Urmana, Vargas, Furlanetto, Tezier, Giordani), których można by w tej gali wykorzystać. Plus Stemme i JK. Całkiem zgrabny koncercik by wyszedł.

      Usuń
    13. OMG!!! Boję się już otwierać lodówkę!

      Usuń
    14. Donno, do Ciebie , jako znającej niemiecki mam pytanie - czytałaś może porady na wiadomej stronie fanowskiej dotyczące tego jak , mimo nieposiadania właściwej stacji dostać się i nagrać transmisję z Wiednia? I jak działa ten Online TV Recorder? To by było przydatne także przy innych okazjach, a, niestety niemieckiego nie znam.Gdybyś mogła to sprawdzić byłabym wdzięczna, bo tłumaczenie automatyczne tylko mnie rozeźla.

      Usuń
    15. Wyczytałam na wspomnianej stronie, że ORF2 można odbierać poza Austrią przez satelitę Astra - program nazywa się wtedy ORF2 E. Jak się domyślam, trzeba tę Astrę jeszcze mieć odpowiednio nastawioną, bo chociaż ja mam Astrę, to jednak ORF2 nie odbieram.
      Online TV Recorder wydaje się działać w bardzo prosty sposób (najtrudniej jest... złożyć konto, bo na podany adres mailowy nie przychodzi link aktywacyjny; udało się dopiero przez login konta googla) - trzeba więc założyć konto, znaleźć stację, kliknąć obok nazwy programu i już będzie "zaprogramowany". Trzeba spróbować jutro coś nagrać a potem ściągnąć, żeby się w sobotę zbyt boleśnie nie rozczarować.
      Ale jest jeszcze jedna dobra wiadomość- gdyby nie udało się niczego nagrać na OTR, to przynajmniej można obejrzeć na żywo sobotnią Fanciullę - na stronie schoener-fernsehen.com
      Jest tam ekranik, a obok lista kilkudziesięciu stacji, których programy można na tej stronie oglądać online, ORF2 też tu jest! (Żeby coś nagrać lub obejrzeć rzecz już zarejestrowaną, jest się odsyłanym do strony OTR).
      Aż mi się wierzyć nie chce, że to wszystko tak różowo wygląda!

      Usuń
    16. Serdeczne dzięki za instrukcję. Poczynię próbę nagrania. Oglądanie na żywo u mnie wykluczone - będę wtedy cierpieć z Onieginem.

      Usuń
  45. Zgadzam się całkowicie z jednym,prawie żaden z tych "wielkich" tenorów{poza Franco} nie umie zaśpiewać morendo końcówki"Celeste Aida".Problem w tym,że nasz "transcendentny" Geniusz też nie potrafi. Jego B na końcu tej arii,to od początku do końca najczystszy i bezdyskusyjny falset,w przeciwieństwie do pełnego i całkowicie prawidłowego B morendo Corellego. Po co więc udawać jubilera,jeśli się nie odróżnia złota od tombaku.Ja osobiście gdy słucham "tego" śpiewu,to mam wrążenie,że znalazlam się w głębokiej i ciemnej piwnicy,do której nigdy nie wpada promyk światła.Szczególnie okropne są na tej płycie wszystkie recytatywy śpiewane forsownie siłą gardła,a nie tenorowym blaskiem.Rzeczywiście Hworostowski mógłby się pod tym podpisać.Wbrew medialnym pieniom i opiniom emerytów szukających choćby w wywiadzie jeszcze jednej okazji do zaistnienia,ja się zastanawiam,czy śpiewak używający zawsze i wyłącznie jednej tylko mrocznej barwy głosu jest faktycznie muzykalny? I kwestia zapewne najważniejsza-czy siwiejący zarost jest seksowny? Ja osobiście w ogóle nie lubię facetów z zarostem,a siwiejący uważam za niechlujny.Na szczęście u nas kobiet,siwa broda nie zdradza siwych włosów na głowie,zwłaszcza gdy mamy je pięknie wystylizowane i pofarbowane przez znakomitego fryzjera.Podobno w Argentynie istnieje"kościół im.Diego Maradony",jak czytam te wpisy,to tu też już niewiele brakuje. Dlaczego nie czcić tej "nieziemskiej refleksyjności,trójwymiarowości,transcendencji wręcz momentami"? Coż,dzisiejsze media potrafią zupełnie zruinować człowiekowi samodzielne krytyczne myślenie.Gorące całuski sobie tym razem podaruję! La donnna e mobile-dla koleżanek Patrycja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj , Patrycjo! To ja Cię tak zirytowałam? Pozwól Donnie być fanką - przecież Ty być nią nie musisz, po co zaraz te złośliwości.Masz pełne prawo nie znosić Kaufmanna. ale - wybacz, mogę zaakceptować Twoje votum separatum , ale nie obrażaj nikogo sugestią, że nie ma własnego gustu i daje się jak ciele prowadzić mediom. Nie mówiąc już o jubilerskich porównaniach i wątpliwych aluzjach do emerytów szukających polklasku. W tym tonie rozmawiać nie będziemy. Kochaj sobie Corellego, ale proszę z naciskiem - nie obrażaj innych moich respondentów , bo nie im w ten sposób świadectwo wystawiasz.

      Usuń
  46. Ja nie napisałam,że kocham Corellego i nie Ty mnie zirytowałaś,bo wcale nie jestem zirytowana,tylko obiektywna.Właśnie kocham Placida i wkurza mnie jego obecna "aktywność",bo podobnie jak paru innych mógłby po sobie pozostawić już jedynie wspomnienie dawnej wielkości,a nie medialne wygłupy.Bycie fanem nie wyklucza odrobiny obiektywnej refleksji i spojrzenia na coś od strony innych osób.Mnie u moich idoli też nie każde wykonanie się podoba i jakoś się do tego potrafię przyznać.A porównanie jubilerskie akurat w tym wypadku uważam za trafne. La donna e mobile

    OdpowiedzUsuń
  47. Ja za to bardziej gdy czytam takie pisanie, a nie śpiewanie, "to mam wrażenie, że znalazłam się w głębokiej i ciemnej piwnicy, do której nigdy nie wpada promyk słońca".
    W tej piwnicy zatem będąc oddałam się pewnej autorefleksji, jako że z natury jestem osobą refleksyjną, do tego stopnia nawet, że lubię refleksyjnych tenorów, a nawet refleksyjnych Otellów.
    Więc refleksja pierwsza - że chyba nawet nie jest mi siebie żal (to zapewne początki schizofrenii), że zostałam tak sromotnie obśmiana. Sama się o to prosiłam, bo właściwie można było przewidzieć, że prędzej czy później z powodu wypisywania tych wszystkich bosko idiotycznych ( w końcu opera to boski idiotyzm, gdzie ja to słyszałam?) dyndrymałów o JK, kogoś w końcu szlag trafi! Łudziłam się tylko, że w enklawie wątku poświęconemu jego płycie te dyndrymały nie będą innych, niezainteresowanych tematem użytkowników bloga tak mocno kłuć w oczy, a nasze babskie ploty o seksownej szczecinie zostaną potraktowane z odpowiednim przymrużeniem oka.
    A po drugie i przede wszystkim, łudziłam się, że jeżeli to już nastąpi (ten szlag, który trafia), to w o wiele lepszym stylu niż to ma miejsce powyżej. Tak więc duuży zawód.
    Oczywiście o Jonasie każdy ma prawo myśleć to co myśli, a o sobie tym bardziej - np. że jest obiektywną i samodzielnie krytycznie myślącą osobą i że kocha Placida. A cała reszta to idioci. Już to przerabialiśmy na tym blogu nie tak dawno temu.
    I tutaj refleksja druga - doprawdy gratuluję dobrego samopoczucia!
    A zdanie o Placido - "emeryt szukający choćby w wywiadzie jeszcze jednej okazji do zaistnienia" jest dla mnie po prostu szokujące.

    OdpowiedzUsuń
  48. Pani Donno! Wcale nie trafił mnie szlag,a już zwłaszcza z tego powodu,że uwielbia Pani akurat tego śpiewaka.Zabolało mnie to,że są obie Panie wyjątkowo bezwzględne i bez skrupułów w ocenach wszystkich innych tenorów,którzy nie zaliczają się do niezwykle wąskiego grona Pań ulubieńców.Przejrzałam sobie wpisy tylko z ostatnich dwóch miesięcy i co tu moje piękne czarne oczy widzą? "Calleja-antyteza,Carreras-rozmemłany,dziwię się ludzkim gustom,Corelli-narcyz,Grigolo-pajac" Ojeeeej!!!! Tak więc-my mamy prawo,jeżeli jednak ktoś dotknie nasze Bóstwo,to od razu psychiczna załomka i posądzenie o brak kultury i zły styl. Próbki "dobrego stylu " właśnie zacytowałam.Oczywiście,ploty o szczecinie to ja potraktowałam z przymrużeniem oka,bo sama znam tenora,który robi sobie regularnie paznokietki u kosmetyczki,do której ja uczęszczam.A w Wiedniu czy Monachium zapewnie są dobrzy fryzjerzy.Odnośnie tego Pana{podobno fachowca},który tu niedawno pisał,to w jednym miał na pewno rację. Internet pomieszał ludziom pojęcia o prawdziwej dyskusji twarzą w twarz,która stwarza zupełnie inne relacje i proporcje.Swoją drogą,to potraktowały go Panie z godną zazdrości hardością.Mamy tu więc chyba jakiś problem psychologiczny,a może to po prostu wyjątkowy egocentryzm-my baby często tak mamy,a potem dziwimy się,że faceci "blogują" gdzie indziej. Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  49. Patrycjo, mnie jest zupełnie obojętne jakiej płci są moi respondenci.Podkreślałam wielokrotnie, że nie ja nie wydaję na tym blogu wyroków typu "X jest taki a taki" , tylko stwierdzam "odbieram X-a jako takiego a takiego". Smutne, że nie dostrzegasz różnicy. To co Ty napisałaś o Domingo rzeczywiście jest szokujące i proszę - nie pouczaj ani mnie, ani nikogo innego w kwestiach kultury osobistej.Nie wypowiadaj się tez w imieniu p. Pawła - jeśli jeszcze do mnie zagląda i będzie kiedyś miał ochotę zrobi to sam. Przeczytaj własne komentarze, Ty, w przeciwieństwie do niego właściwie nas (Donnę del lago i mnie) obrażasz. W dodatku nie bardzo rozumiem dlaczego raczyłaś wrzucić nas do jednego worka. Poza tym, że miło nam się gawędzi miewamy przecież całkiem rozbieżne opinie , zwłaszcza na temat Kaufmanna, który z pewnością nie jest moim bóstwem . Żaden tenor nie jest , bo , parafrazując Donnę jestem barytonocentryczna. Ale te rozbieżności nie przeszkadzają nam rozmawiać bez wzajemnych epitetów.

    OdpowiedzUsuń
  50. Jeżeli napiszesz:"Patrycja jest idiotką"-be!Jeżeli napiszesz:"Odbieram Patrycję jako idiotkę"-OK! To miłe,że dostrzegasz różnicę. A śpiewaków,zwłaszcza tych gigantów jak Placido,to ja kocham na scenie,a nie w hotelu czy na Facebooku.W kwestiach kultury osobistej faktycznie trudno kogoś w sieci pouczać,bo kultura to cecha osoby,a nie klawiatury. Pati

    OdpowiedzUsuń
  51. Aha ,ten p.Paweł,czy jak mu tam,to może i Was nie obrażał,za to Wy jego przejechałyście jak małego kajtka. P.

    OdpowiedzUsuń
  52. Tak właśnie podejrzewałam, że nie rozumiesz tej różnicy. Nie mój problem. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  53. Mój tym bardziej,tylko opera traci na takiej sekciarskiej "operomanii". Pozdrówko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten zostawię. będzie mnóstwo śmiechu.

      Usuń
  54. Laski moje piękne,ja z czystej życzliwości,gdyby któraś z Was miała chłopaka,to zanudziłaby go tą"kaufmanią" na śmierć! A Kraków jest piękniejszy niż kobylaste gmachy nad Sekwaną,niestety panuje u nas moda na snobizm. Wasza Patka Operopatka

    OdpowiedzUsuń