piątek, 30 czerwca 2017

Kaufmann i "Otello" w ROH

To była z cała pewnością najbardziej oczekiwana premiera sezonu i -jak to często pisano - „najgorętszy bilet roku”. O prawo asystowania przy wydarzeniu walczono zaciekle, strona ROH przegrzewała się niebezpiecznie, bilety znikły w mgnieniu oka. W przeddzień premiery pojawiła się jeszcze pula najdroższych miejsc i też długo nie przetrwała, mimo zaporowej ceny. A teraz, kiedy debiut Jonasa Kaufmanna w roli Otella mamy już za sobą przyszedł czas na ochłonięcie i refleksje. Nie tylko nad tenorem, ale całym spektaklem, bo momentami w medialnych sprawozdaniach miało się wrażenie jakby wystąpił on solo. Produkcja Keitha Warnera nie należy ani do inspirujących, ani denerwujących - mówiąc szczerze i wprost jest letnia. Akcję właściwie pozostawiono tam, gdzie być powinna, chociaż dekoracje Borisa Kudlički i kostiumy Kaspara Glarnera są raczej stylizowane, nie zaś dosłownie zakorzenione w czasie i miejscu. Całość w oczy nie kłuje, chociaż  Desdemonę można było ubrać lepiej. Mam za to do realizatorów podstawową pretensję, która mi się niestety przy „Otellu” zdarza dosyć często  - o kiepski ruch sceniczny. W książce programowej widnieją nazwiska jego autorów, z wyszczególnieniem nawet choreografii walk. Mnie się jednak to, na co patrzyłam wydało jakieś niemrawe , a otwierająca scena burzy, na którą jestem szczególnie wrażliwa po prostu statyczna. Zgłaszam taką pretensję nie po raz pierwszy, ale w muzyce Verdiego mamy całą potęgę szalejącego żywiołu – jeśli obraz tego nie odzwierciedla pojawia się bolesny rozziew. Zwłaszcza, gdy jak w tym wypadku dyrygent i jego orkiestra realizują partyturę z całą mocą i energią. I to właśnie oni byli najatrakcyjniejsi w pierwszym akcie. „Esultate” Jonasa Kaufmanna nie imponowało potęgą (co, jak podejrzewam nie było skutkiem braku siły śpiewaka, tylko jego koncepcji roli), a szkoda. Tylko na początku możemy i powinniśmy zobaczyć bohatera triumfującego, władczego, emanującego autorytetem, wtedy jego upadek jest jeszcze boleśniejszy. Przyznaję, że nie zachwycił mnie też duet „Gia della notte… „, bo, chociaż oboje protagoniści śpiewali pięknie, nie miało to odpowiedniej temperatury (czemu oczywiście żadne z nich winne nie jest, na brak chemii nic się nie poradzi). Jak to brzmieć może dało się usłyszeć i zobaczyć niecały rok temu, kiedy Kaufmann  i Anja Harteros wykonywali ów fragment na koncercie – powietrze aż wibrowało od napięcia. Ale od początku drugiego aktu z każdą sekundą koncepcja postaci Otella była wyraźniejsza, bardziej oczywista i bardziej fascynująca. Kaufmann zagrał człowieka od początku udręczonego, o chorej duszy i ciele. Iago ze swoją intrygą tylko przyspieszył to, co i tak zdarzyć się miało i musiało. Po antrakcie nie dało się już od Kaufmanna oderwać oczu ani uszu, tak bardzo okazał się  na scenie dominatorem (i już rozumiałam recenzentów). Jego Otello był  mężczyzną z natury czy też z życiowego, wojennego doświadczenia brutalnym. Tym  ważniejsze wydawały się króciuteńkie momenty czułości, które Desdemona wciąż w nim budziła. A jak to zostało zaśpiewane! Nietypowa technika i barytonowa barwa głosu Kaufmanna (momentami brzmiał niżej niż Vratogna, co w niczym nie przeszkadzało pewnej górze skali) doskonale służą partii Otella, nie one są tu jednak najważniejsze. Esencją jest znów, jak to się temu artyście często zdarza interpretacja trudno poddająca się opisowi. Bo jak przekazać na piśmie te niezliczone, głębokie uczucia (emocje to wszak coś bardziej powierzchownego), które przekazuje Kaufmann – doprawdy nie wiem. Trzeba tego koniecznie posłuchać. I to w całości, żeby rozkoszować się rozwojem postaci, a nie tylko podziwiać monologi (chociaż „Dio mi potevi” najtwardszego słuchacza może doprowadzić do autentycznego wzruszenia, które stało się i moim udziałem).
Maria Agresta jest śpiewaczką kompetentną , obdarzoną ładnym sopranem i ciepłą, konieczną w wypadku Desdemony osobowością. Tak też się zaprezentowała – sympatycznie i kompetentnie. Aż tyle i przy takim Otellu tylko tyle. Marco Vratogna został Iagonem w zastępstwie Ludovica Teziera. Nie ma pięknego głosu, ale jego bohater nie musi takiego mieć, a chyba nawet lepiej, żeby za ładnie nie brzmiał. Vratogna miał jednak problem z za małym wolumenem, co się niekorzystnie odbiło zwłaszcza na „Credo” . Trochę żal, bo włoski baryton dał ogólnie dał efektowną kreację wokalno-aktorską  i wydaje się być prawdziwym „zwierzęciem scenicznym”. Frédéric Antoun bardzo podobał mi się jako Cassio, a jest to przecież rola, którą Kaufmann wykonywał w początkach swej kariery, może więc kiedyś…Komplementów pod adresem Antonio Pappano nigdy dość, zwłaszcza, kiedy prowadzi muzykę włoską. Należały mu się i tym razem. Za to chór sprawiał na mnie wrażenie nieco rozproszonego I nie zawsze równo brzmiącego.


P.S. Mała uwaga odnośnie charakteryzacji – troszkę przesadzono z ilością krwi w finale, pierwszy raz widziałam, jak dosłownie leje się z Otella strumieniem. W związku z czym Kaufmann część braw dla swych kolegów spędził na błyskawicznym myciu i pozbawianiu śladów tej posoki. 











10 komentarzy:

  1. Wreszcie mamy nowego Otella, bo ostatnio w niemal wszystkich większych produkcjach występował głównie Antonenko, ileż można go słuchać... A głos Kaufmanna wydaje się być stworzonym do tej roli.
    Teraz już chyba czekamy na Tristana :)
    Drusilla

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest jeszcze Gregory Kunde, który wokalnie wypada bardzo dobrze, aktorsko jako tako, ale zupełnie brak mu charyzmy. A Kaufmann ma wszystko. Próbkę Tristana może będziemy mieć w kwietniu 2018, teoretycznie JK powinien wtedy wykonać drugi akt koncertowo w Carnegie Hall i w Bostonie. Ale czy będzie mu się chciało lecieć do Ameryki po odwołaniu występów w Met?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Papageno, nie żartuj, musiałby być całkiem niepoważny żeby nie polecieć - miałby nie wykorzystać szansy żeby zadebiutować w (części) Taakiej Roli, z taaką orkiestrą, z taakim dyrygentem i w taakich warunkach akustycznych (czyli w taakich salach)??... Te koncerty nie maja zresztą nic wspólnego ze styczniową (odwołaną) Toską. Jeżeli już ma mu się czegoś "nie chcieć" to lotu do NY na recital 20 stycznia, ktory został zaplanowany pomiędzy Toskami i który jeszcze nie został odwołany.
      Mam więc wielką nadzieję że doczekamy się tego Tristana, tak jak doczekaliśmy się Otella, pomimo dość powszechnego czarnowidztwa jakie panowało w tej kwestii... Video z kinowej transmisji jest na szczęście na Yt, więc każdy może sobie wyrobić własne zdanie. Ja powiem tylko że przeżyłam naprawdę wielkie wzruszenia oglądając przedstawienie 28 czerwca na żywo. Osoby życzliwe Kaufmannowi chciałabym zapewnić że jego ostatnie problemy zdrowotne nie uszkodziły glosu, że się rozśpiewał i wrocił do pełnej formy. Wolumenu mu rownież nie brakowało, chociaż nie jest to tenore di forza - a wspominam o tym, ponieważ niektórzy krytycy czy inne osoby miały - nie wiadomo dlaczego - takie oczekiwania no i się rozczarowały.
      Dla mnie Otello to nigdy nie było prężenie muskułów, tylko bardzo skomplikowana osobowość i tragiczna postać - czyli coś w sam raz dla Kaufmanna. Byłam pewna że recytatywną część "Dio mi potevi" zaśpiewa tak jak Verdi napisał czyli "voce soffocata" i ppp. I że zostanie to uznane za manieryzm. I nie pomyliłam się... ;-) Nie spodziewałam się natomiast że z taką łatwością będzie śpiewał tę ciężką, dla niego przecież graniczną partię oraz że głos będzie brzmiał tak stosunkowo jasno (w moich uszach). Ale najwięcej wzruszeń przyniosła interpretacja - jakże zniuansowana, wzbogacona o dotąd nieznane mi odcienie... Nowy Otello nam się zatem narodził, cieszmy się że inny niż ci dotąd znani!... Na stronie ROH można było przeczytać o planowanej publikacji w styczniu nagrania DVD. Sfilmowanych zostało kilka przedstawień więc może coś dobrego z tego dla nas wyniknie...

      Usuń
  3. Przekonałaś mnie o do Tristana, ale cóż, i tak mnie przy tym nie będzie... Może chociaż jakaś transmisja radiowa z Bostonu się trafi. Wiem, że dla Ciebie ważny jest tylko albo przede wszystkim Kaufmann, ale nie się marzy "Otello" z nim i Harteros i jakimś dobrym Iago (tylko gdzie go szukać?). Może kiedyś doczekam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzą słuchy że zaśpiewają to razem w Monachium w 2019...

      Usuń
    2. Wow! To będzie walka o bilety!

      Usuń
  4. W sumie miałem podobne wrażenia: dobry aktorsko Jago z maleńkim głosem, bardzo porządnie wokalnie, ale blada Desdemona, świetna drugoplanowa obsada i dyrygent.

    Co do Kaufmanna - wyszło bardzo przyzwoicie, co zważywszy na początek jego przygody z Otellem dobrze rokuje na przyszłość. Jak dla mnie zdecydowanie najsłabiej wypadł w pierwszym akcie (duet z Desdemoną miał w sobie tyle namiętności, co odbieranie awizo na poczcie), niespecjalnie mnie porwał w monologu w akcie III, ale akt II i IV na duży plus. To na pewno nie jest "mój" Otello (nie ta barwa głosu, nie ten rodzaj techniki wokalnej), ale szanuję, że wokalnie i aktorsko udźwignął tak trudną rolę.

    Czekam na 2019 - jeśli interpretacja się pogłębi i będzie miał lepszych partnerów (zwłaszcza Desdemonę- dobrze by było, żeby było do kogo grać), możemy oczekiwać rzeczy wielkich.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdanie odrębne mamy tylko w kwestii "Dio mi potevi", miło. Liczę na to, że Kaufmann wykona Otella w swoim (i moim) ukochanym Monachium, z Anją Harteros i jakimś sensownym Iago u boku. A ponieważ Pappano za 3 lata kończy dyrektorowanie w ROH i jednym z jego celów następnych jest BSO właśnie (drugim La Scala) więc może... Ah, marzenia...

      Usuń
    2. O tak, jeśli będzie miał za partnerkę Anję Harteros lub kogoś podobnej klasy, to sceny z Desdemoną wejdą na wyższy poziom. Szkoda, że skoro Kaufmann raczej nie zaśpiewa w MET, to nie spotka się w tej roli z Levinem (dla którego "Otello" jest jednym z jego największych osiągnięć), acz powtórne występy z Pappano, faktycznie, byłyby bardzo obiecujące :)

      Usuń